Ksiądz Eligiusz Woszek, były proboszcz naszej parafii świętuje jubileusz 60-lecia kapłaństwa.

ks.Eligiusz WoszekW Ruptawie zostanę za zawsze

Niedziela 23 sierpnia to nie tylko odpust parafialny, ale także kapłański jubileusz byłego proboszcza naszej wspólnoty. Ks. Eligiusz Woszek pracował w wielu parafiach nie tylko w Polsce, ale i za granicami naszego kraju. Jak sam mówi, chwile przeżyte w Ruptawie były szczególne. – To właśnie tutaj zostanę na zawsze. Pochowany będę na ruptawskim cmentarzu – mówi jubilat.

Nie myślałem o kapłaństwie

Urodził się w Janowie Śląskim. Był rok 1930. Szybko z rodzicami i starszym bratem zamieszkał w Katowicach. Tutaj ukończył szkołę podstawową, gimnazjum i liceum. Był niezłym uczniem. Wyjątkowo dobrze poszło mu opracowanie tematu maturalnego dotyczącego marksizmu-leninizmu. Stąd też podchody wykładowców i zachęty, by zaangażował się w działalność partyjną. Wróżono mu karierę, proponowano pracę. Nic z tego. Angażował się jedynie w zwalczane wówczas harcerstwo, o partyjne funkcje i zaszczyty nie zabiegał. – Pan Bóg miał względem mnie inne plany o czym nie bardzo wtedy jeszcze wiedziałem – wspomina ks. Woszek. Nie myślał na serio o kapłaństwie. Był zdolny w innych dziedzinach i jak sam mówi, miałby co w życiu robić. – Ks. Piotr Klyczka, wikary mojej rodzinnej Parafii pw. św. apostołów Piotra i Pawła w Katowicach, wybierał się do Seminarium Śląskiego załatwić jakieś sprawy. Pojechałem z nim dla towarzystwa. Podszedł do mnie rektor, przywitał się i poinformował mnie, że jestem przyjęty. Tak się zaczęło – relacjonuje ks. Eligiusz.

 Modlitwa z mamulką

Nie były to łatwe czasy. Święcenia kapłańskie jubilat przyjął w 1955 r. To okres wysiedlenia biskupów, intensywnego prześladowania Kościoła. – Powiem szczerze, że teraz kiedy o tym myślę bardziej mnie to denerwuje. W tamtych czasach cieszyłem się, że idę do kapłaństwa, które było mocno zwalczane. Byłem pełen optymizmu i zapału do pracy na bożym froncie – wspomina ks. Woszek.

Wiarę zaszczepili w nim rodzice. Ojciec pochodził z Opola, mama z katowickich Bogucic. W czasie okupacji rodzina odwiedzała nie tylko swój kościół parafialny, ale także kościół garnizonowy. Był ogrzewany, więc szczególnie zimą przypadł do gustu mieszkańcom Katowic. W domu nie brakowało modlitwy. – Pamiętam to dokładnie. Ojciec siedział, a ja z bratem klęczałem. Ministrantem byłem do czasów seminarium. Wczesnym rankiem uczęszczałem na mszę, a potem słuchałem mamulki, która śpiewała godzinki podczas przygotowywania obiadu. Ona była wyjątkowa. Nie zmuszała mnie do modlitwy. Prosiła tylko bym wziął książeczkę do modlitwy i sprawdzał czy ona nie myli słów. Tak więc ostatecznie modliliśmy się razem – opowiada jubilat.

Na emigracji

Posługę wikarego rozpoczął w Ochojcu, następnie pracował w Piekarach Śląskich i Kościele Mariackim w Katowicach. Były jeszcze Lipiny Śląskie i Załęska Hałda, a także Pawłów. Posługę kapłańską ks. Eligiusz pełnił ponadto w Tychach i Tarnowskich Górach. Trafił także do Bukowa, gdzie przewodził wspólnocie 500 wiernych. Jako proboszcz pracował w Katowicach-Wełnowcu. Stąd trafił na Ruptawę, a po zakończeniu swojej posługi w naszej parafii wyjechał na 12 lat do Niemiec. – Pracę za granicą wspominam bardzo dobrze. Ludzie tam mają wyjątkowy szacunek do księdza, są bardzo przyjaźni i pomocni. Podobnie jak w Ruptawie z wieloma osobami się zaprzyjaźniłem, są mi bliscy – mówi ks. Woszek, który obecnie mieszka w Domu Księży Emerytów w Katowicach.

Moja parafia

Przygoda duszpasterska w Ruptawie rozpoczęła się w 1980 roku i trwała 7 lat. Przez 5 lat ksiądz jubilat budował wraz z wiernymi dom katechetyczny. – To były przepiękne lata. Ludzie byli bardzo dobrzy dla mnie. Chętnie pomagali przy budowie i nie tylko. Wspierali mnie w wielu innych pracach. Mogłem na nich liczyć. Staram się co roku odwiedzać Ruptawę. Cieszę się, że starsi parafianie mnie poznają, pozdrawiają i są życzliwi. Bardzo lubię te rozmowy, wspomnienia. W tym roku ks. proboszcz Bogusław Zalewski poprosił mnie bym przewodniczył mszy świętej odpustowej, która będzie jednocześnie dziękczynieniem za moje kapłaństwo. Jak wiadomo mam już swoje lata i nie wiem czy podołam. Muszę jednak spróbować i dać z siebie wszystko, to przecież moja parafia – mówi z werwą w głosie jubilat.

Rafał Jabłoński